W moim przypadku zainteresowanie pomnikami nie przyszło, jak to się mówi „z wiekiem”. Zawsze spoglądałem na nie z zainteresowaniem. Będąc latem 1975 roku z kolegami ze studiów na mazurskich wakacjach w Olecku, w miejskim parku zwróciłem uwagę na budowlę w kształcie półrotundy, przypominającą „amfiteatr”. Okazało się, że jest to pozostałość po Powiatowym Pomniku Wojennym upamiętniającym poległych żołnierzy niemieckich z okresu I Wojny Światowej w dawnym parku Hindenburga, prezydenta Republiki Weimarskiej i III Rzeszy Paula von Hindenburga.
Wielu mieszkańców Warszawy pamięta jeszcze „zdjęcie” z cokołu Feliksa Dzierżyńskiego 17 listopada 1989 roku na obecnym Placu Bankowym w Warszawie, w ramach procesu renowacji – odnowy HISTORII Polski, nie pomnika!

Ludzie są wznoszeni na cokoły i z nich spychani. Czy tylko przez wiatr historii? Takich przykładów można podać więcej, Nie bez powodu, w styczniu 2026 roku należy przywołać Iran i przypomnieć historię burzycieli pomników szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. W Polsce przez ostatnie trzydzieści lat udało się zlikwidować ponad sto „pomników wdzięczności wyzwolicielom”, np. w 2011 roku zdemontowano Pomnik Braterstwa Broni w Warszawie. A że nie są to procesy zero-jedynkowe, to wspomnę o sytuacji w Namibii, gdzie w parkach nadmorskiego Swakopmund do dzisiaj stoją pomniki upamiętniające „dzielnych” żołnierzy niemieckich, walczących w pierwszej połowie XX wieku w południowej Afryce, m.in. poległych w I i II Wojnie Światowej oraz z Niemieckiego I. Korpusu Ekspedycyjnego Marynarki Wojennej, który pomógł stłumić powstania Herero w 1904 roku. O tym trochę więcej w reportażu „Podróże kształcą?”.
![]() | ![]() |
| Niemiecki pomnik w Swakopmund | Pomnik Marynarski z 1907 roku |
Ale mnie, tym razem, chodzi o inne pomniki. W latach 70. XX wieku, w wolnych chwilach wędrowałem po Warszawie przyglądając się pomnikom i tablicom pamiątkowym. Jednymi z bardziej wymownych, z uwagi na ich treść i ilość w przestrzeni miejskiej, pozostają tablice pamiątkowe Tchorka.

Do nich tematycznie przystaje, odsłonięty 1 października 1983 roku, Pomnik Małego Powstańca.

Wspomniałem o nim, przy okazji rozważań o Unii Europejskiej, w artykule pt. „W drodze do Zjednoczonej Europy”, w którym napisałem: „Dla mnie pomnik Małego Powstańca oraz pomnik kobiety stojącej na nabrzeżu w holenderskim miasteczku Urk i czekającej na powrót rybaków z morza (z umieszczoną obok tablicą z nazwiskami tych, którzy z morza nigdy nie wrócili) to niemi, ale bardzo wymowni świadkowie historii, w której Polacy walcząc o byt – walczyli z ludźmi, a Holendrzy z morzem.”

W listopadzie 2025 roku pojawiłem się „po latach” w Gdyni (z powodu konferencji poświęconej ocenom oddziaływania na środowisko). Wędrując wieczorem po ulicach miasta trafiłem pod odsłonięty 14 października 2014 roku z inicjatywy Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych Pomnik Gdynian Wysiedlonych. Na tle historii II Wojny Światowej dramat migracji, przesiedleń i wypędzeń ludności cywilnej – mieszkańców miast i wsi jest ogólnie znany. Dość wspomnieć o popowstaniowej Warszawie w 1944 roku. Wysiedleni z Poznania trafili m.in. do Limanowej (np. prof. Stanisław Kasznica, Urbanowicz Karol ). Ale przyznaję, że historii Gdyni z 1939 roku nie znałem. Jest ona opowiedziana zwięźle przez pomnik przedstawiający wysiedlaną kobietę z dwójką dzieci i… opuszczanego z nakazu okupanta pieska. Scena bardzo przemawiająca do wyobraźni. Okazuje się, że wciąż trzeba uczyć się historii (nieznanej). Niczym historia Ukraińców z 2022 roku napadniętych przez Rosjan …
![]() | ![]() |
W tytule wpisu wspomniałem o pomnikach, które „mówią”. Mam nadzieję – nie tylko do mnie. Bo rzeźby można oceniać pod względem artystycznym. Jednym się podobają, innym nie. W mojej ocenie są one interesujące. Ale wartość i znaczenie tych pomników wynika głównie z historii jakie „opowiadają”. A wracając do początku – do pomników, które znikają lub powinny zniknąć z przestrzeni publicznej, warto dodać, że pozostaje problem ochrony miejsc upamiętnienia historii, które moim zdaniem nie powinny znikać. Co z pomnikami, które już nic nie „powiedzą”? Są to setki, tysiące pomników i tablic pamiątkowych zniszczonych przez ludzi lub siły natury. Dość wspomnieć o II wojnie światowej i ponad pięciu latach okupacji niemieckiej oraz czasach PRL-u, zwłaszcza latach 40. i 50. XX wieku, gdy niszczono liczne upamiętnienia ludzi i wydarzeń z okresu II Rzeczypospolitej. Ale czy tylko?
Głównie dzięki „sygnalistom” śledzę, co się dzieje w Limanowej. W ubiegłym roku skupiłem swoją uwagę na staraniach miejscowych pasjonatów historii na rzecz uratowania „Pałacyku pod Pszczółką”. Wsparłem inicjatywę ratowania zabytkowego budynku podpisując stosowną petycję, bo uważam, że należy chronić materialne świadectwa historii miasta i dziedzictwo kulturowe Ziemi Limanowskiej. Jego dość długa historia ma też mroczną kartę, gdy pod koniec II wojny światowej i w powojennych latach był miejscem zbrodni niemieckich oraz NKWD i UB. W styczniu 2026 roku otrzymałem informację, że wydane przez Starostę Limanowskiego pozwolenie na rozbiórkę budynku zostało „obronione” w sądzie i zgodnie z wolą właściciela nieruchomości – spółki BiS Holding rozpoczęto rozbieranie budynku. Jego wnętrze nie opowie już historii ludzi, którzy zostali w nich zamordowani, a niektórzy zakopani w piwnicy lub na terenie działki. Teraz zostały tylko „gorzkie żale”. Kończąc, w mojej ocenie casus „Pałacyku pod Pszczółką” to nie jest spór o prawo, ale o wartości. Na naszych oczach pieniądze wygrywają z wartościami, o które upomniało się setki mieszkańców miasta i innych zainteresowanych osób.
Akurat dzisiaj przeczytałem zdanie: cmentarz jest „…niemym przypomnieniem, że pamięć wymaga nie tylko wspomnień, lecz i troski” (w opowieści o warszawskich Starych Powązkach). Uważam, że tym razem zabrakło odpowiednio wcześnie troski, a zasada „myśl globalnie, działaj lokalnie”’ się nie sprawdziła. Pozostaje mi tylko przypomnieć Adama Asnyka, który 145 lat temu pisał „Do młodych”.
PS. Oczywiście, nie jest tak, że pomniki „mówią” tylko do mnie. Starają się „opowiadać” swoja historię każdemu, co wcale nie oznacza, że docierają do wszystkich. Ale… warto odnotować taką wypowiedź Czytelnika wpisu:
Na mnie największe wrażenie zrobił pomnik butów na brzegu Dunaju, poświęcony ofiarom reżimu Strzałokrzyżowców Szálasiego. Niby nic, ot, buty skierowane ku rzece, a jednak wrażenie – piorunujące (AK: zainteresowanych odsyłam do strony Buty na brzegu Dunaju).
Krwawy Feliks lecący z cokołu jest z kolei jednym z moich dziecięcych wspomnień – pamiętam, jak oglądaliśmy wraz z dziadkiem transmisję w TV. Dziadek był tak szczęśliwy, że żałuję, iż nie można było wcisnąć na pilocie „stop” i cofnąć obrazu, bo Dzierżyński rozpadał się z uroczym wprost brakiem gracji. Na YouTube jest króciutki film „Upadek Dzierżyńskiego” z odsłaniania tego pomnika i jego lądowania na bruku.
Warszawa, 31 stycznia 2026 r.



