
Obraz z Narodowego Muzeum Niepodległości w Windhoek
Blisko czterdzieści lat temu, po moim powrocie z półrocznego pobytu w królewskim instytucie KNMI w Holandii, gdzie byłem na stypendium UNESCO, spotkałem na Wydziale Inżynierii Sanitarnej i Wodnej Politechniki Warszawskiej prof. Józefa Żabowskiego (późniejszego recenzenta mojej pracy doktorskiej), który zapytał co u mnie słychać. Powiedziałem o swoim interesującym pobycie za granicą, co Profesor spuentował krótkim stwierdzeniem: Panie Kolego, do Radomia Pan pojedzie i już ciekawych rzeczy się Pan dowie. Zapamiętałem tę opinię jako afirmację korzyści płynących z każdej podróży, bo przysłowie (podobno chińskie: Bai Wen Bu Ru Yi Jian) mówi: lepiej raz zobaczyć niż sto razy usłyszeć. Dzisiaj wiem, że nie trzeba jechać nawet do Radomia. Przykładowo 4 lipca br. poszedłem na spacer z przewodniczką wokół Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Wśród wielu różnych informacji zwróciłem uwagę na tę dotyczącą biegnącej nieopodal, w czasach II wojny światowej, granicy getta warszawskiego i historii Janusza Korczaka, pedagoga, lekarza, pisarza i społecznika, który w sierpniu 1942 r. wyprowadził blisko 200 dzieci z Domu Sierot przy ulicy Siennej 16 w Warszawie i wraz z nimi udał się na Umschlagplatz, skąd został wywieziony z dziećmi do obozu zagłady w Treblince. Zastanawiam się, jak Niemcy mogli w połowie XX wieku zorganizować tak opresyjne państwo, bo przecież wiadomo, że „Auschwitz nie spadło z nieba”. I pomyśleć, że Karol Marcinkowski, lekarz, społecznik i filantrop, znając dobrze Niemców, krytykował proces germanizacji Polaków w zaborze pruskim, ale równocześnie uważał, że w pierwszej połowie XIX wieku naród niemiecki był rozwiniętą cywilizacją, nie tylko pod względem techniczno-technologicznym. Jednak 100 lat później Niemcy dowiedli, że mogą także być twórcami obozów koncentracyjnych.
Do czego zmierzam? Pod koniec 2024 roku udałem się na wyprawę do Afryki Południowej i od razu dodam, że wciąż jestem pod wrażeniem „odkrywanej” historii niemieckiego kolonializmu – ludobójstwa Herero i Namaqua. Wspomniałem o tej mrocznej historii w reportażu geograficzno-przyrodniczym opublikowanym w styczniowo-marcowym kwartalniku „Echo Limanowskie” nr 364-365-366.
Dodam też, że w kwietniu 2025 roku ten reportaż ukazał się na mojej stronie domowej w języku angielskim pt. Through the deserts and bush of South Africa.
Jak wiadomo, pandemia COVID-19 mocno namieszała także w świecie podróżniczym. Ja po ostatnich popandemicznych wyprawach zamieściłem na stronie domowej reportaże: z Omanu (2022) i Nepalu (2023). Przy okazji wyprawy do Omanu miałem okazję w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich zwiedzić Światową Wystawę Expo 2020 Dubai (była ona zaplanowana na przełom 2020 i 2021 roku, ale ze względu na pandemię została przesunięta na okres od 1 października 2021 r. do 31 marca 2022 r.). Co kilka lat uwaga międzynarodowej społeczności skupia się wokół wielkich światowych wystaw. Ale i one, jak się okazuje, ciągną za sobą piętno kolonializmu, związane z ekspozycjami typu „ludzkie zoo”. Uważam, że powyższe rozważania, to nie jest tylko kwestia wrażliwości, ale głównie wyobraźni.
A tak nawiasem pisząc, gdzie dzisiaj, nie będąc korespondentem wojennym, mógłbym bezpiecznie pojechać? Z jednej strony mamy bardzo silny paszport (dający podobno prawo wjazdu bez wizy do 185 ze 195 krajów świata), a z drugiej strony w ostatnim roku wypełniałem trzy wnioski o wizę. Lecieć teraz do Omanu, Iranu czy Izraela? I pomyśleć, że 25 lat temu (tuż przed palestyńską intifadą Al-Aksa) mogłem zwiedzić Ziemię Świętą, co opisałem w korespondencji z Izraela i Półwyspu Synaj. A była to dla mnie ważna wyprawa, porządkująca mi wiele spraw związanych z historią Palestyny i chrześcijaństwa oraz polityką. Jakże ważnych i aktualnych dzisiaj spraw.
W lipcu br. (prawie jak „Stryjek” Jana Brzechwy) z kilku powodów zamieniłem siekierkę na kijek, i zamiast na zaplanowaną „urodzinową” wyprawę na lodowiec Baltoro w Karakorum, korzystając z wakacyjnego czasu, dotarłem na teren Beskidu Wyspowego, by pooddychać powietrzem czystszym (niż stołeczne). Trafiłem „pod las” na zboczach góry Łopień, skąd mogłem podziwiać piękną beskidzką panoramę (m.in. ze wzgórzem Paproć). Wspominam o tym, gdyż miałem przyjemność prowadzić dość nieoczywistą rozmowę z miejscowym owczarzem – rolnikiem i hodowcą owiec. Zaczęło się od Andrzeja Sapkowskiego i literatury fantasy (np. Kirinyaga), poprzez Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk, aż po wątki historyczne (Noc długich noży, Noc kryształowa…) i końcowe pytanie: co NAS czeka? Interesujące doświadczenie, którego się nie spodziewałem. Może i nasza Noblistka byłaby mile zaskoczona widząc, że jednak księgi wędrują pod niektóre polskie „strzechy” (pokryte panelami fotowoltaicznymi!).
Na koniec postawiłem w tytule znak zapytania. Czy rzeczywiście podróże kształcą? W czasach, gdy mamy wolność podróżowania, a licząca trzydzieści lat strefa Schengen jest przyjmowana jako oczywistość wynikająca z praw przyrodniczo-fizycznych, a nie obszar utworzony w Europie w oparciu o subtelny układ społeczno-polityczny, wielu rodaków ruszyło w świat. Jednak rodzi się natrętne pytanie: czy te podróże czegoś nas uczą? Bo od dziesięciu lat politycy powtarzają, że układ z Schengen – porozumienie z 1985 roku, znoszące kontrole na wewnętrznych granicach państw sygnatariuszy, w którym jesteśmy od końca 2007 roku, trzeszczy w szwach. A przecież powinniśmy jeszcze pamiętać o problemach z podróżami do krajów sąsiednich (dość wspomnieć o polsko-czechosłowackiej konwencji turystycznej i Murze Berlińskim), by nie wymieniać Europy lub całego świata. Pamiętam pierwsze przekroczenie polsko-czeskiej granicy drogowej, gdy szlabany były podniesione i nikt nie wyszedł z posterunków granicznych. Dziwne, ale i radosne uczucie. Wracając, przed granicą słowacko-polską postanowiłem zrobić zakupy. Sprzedawcę z funkcjonującego wciąż „granicznego” pawilonu zapytałem z przyzwyczajenia o to ile aktualnie butelek wina i piwa mogę kupić. Wyjrzał ze sklepu i spoglądając na samochód powiedział: do pełna. Taki był m.in. efekt zniesienia kontroli granicznej wewnątrz strefy Schengen w zakresie przemieszczania ludzi i towarów. I oby tak zostało!
PS 1. Poniżej zamieszczam szczegółowe kalendarium wyprawy do Afryki Południowej – dla dociekliwych:
2024-11-20 samolot – wylot z Warszawy przez Wiedeń do Addis Abeby w Etiopii
2024-11-21 samolot – przylot z Addis Abeby do stolicy Namibii – Windhoek (nocleg – lodge)
2024-11-22 jeep – przejazd z Windhoek przez Rehoboth –Solitaire do Sesriem (nocleg – camp)
2024-11-23 jeep – pustynia Namib – przejazd pod Big Daddy przy Deadvlei oraz do kanionu Sesriem, dalej Solitaire – Zwrotnik Koziorożca – Walvis Bay do Swakopmund nad Oceanem Atlantyckim (nocleg – hotel Prost)
2024-11-24 Swakopmund – rejs morski po zatoce Walvis Bay zwiedzanie miasta (nocleg – hotel Prost)
2024-11-25 jeep – przejazd ze Swakopmund przez Cape Cross (kolonia uchatek) – Hentiesbani do Spitzkoppe (nocleg – camp)
2024-11-26 jeep – przejazd ze Spitzkoppe przez Uis Mine – Herero „market” – Damarland (lud Damara) do Mowani (nocleg – camp)
2024-11-27 jeep – przejazd z Mowani przez Twyfelfontein (buszmeńskie ryty naskalne) – Khorixas – Fransfontein – Okatjuru do Opuwo (lud Himba) (nocleg – Opuwo Country Lodge)
2024-11-28 jeep – przejazd z Opuwo przez Galton Gate do Okaukuejo w Parku Narodowym Etosha (nocleg – camp)
2024-11-29 jeep – przejazd typu safari z Okaukuejo do Halali w PN Etosha (nocleg – camp)
2024-11-30 jeep – przejazd typu safari z Halali do Namutoni w PN Etosha i dalej przez Tsumeb – Grootfontein (meteoryt Hoba) – koło Maroelaboom na pustyni Kalahari (lud San) (nocleg – camp)
2024-12-01 jeep – przejazd z Kalahari przez Mururant Gate – Rundu do Popa (nocleg – lodge Popa Falls Resort)
2024-12-02 jeep – przejazd z Popa przez granicę w Mohembo do Botswany i dalej przez Sehithwa do Maun w delcie Okavango (nocleg – lodge Mokoro)
2024-12-03 jeep – przejazd z Maun na rejs tubylczymi łodziami mokoro po delcie Okavango + safari piesze (nocleg w namiotach w buszu)
2024-12-04 safari piesze + rejs tubylczymi łodziami mokoro po delcie Okavango + helikopter + jeep – przejazd do Maun (nocleg – lodge Mokoro)
2024-12-05 jeep – przejazd z Maun przez PN Naxai Pan i Nata do Kasane + rejs po rzece Chobe (nocleg – lodge Chobe Safari)
2024-12-06 safari samochodowe po PN Chobe + jeep – przejazd z Kasane do granicy Zimbabwe i dalej bus do Victoria Falls, po południu spacer przez most do Zambii (nocleg – lodge Explorers Village)
2024-12-07 Victoria Falls – helikopter + spacer wzdłuż wodospadów + rejs po rzece Zambezi (nocleg – lodge Explorers Village)
2024-12-08 samolot – wylot z Victoria Falls przez stolicę Botswany Gaborone do Addis Abeby
2024-12-09 samolot – nocny wylot z Addis Abeby przez Wiedeń do Warszawy
PS 2. Na koniec warto zacytować Roberta Baden-Powella, jednego z pionierów międzynarodowego ruchu skautowego: „Starajcie się zostawić ten świat choć trochę lepszym, niż go zastaliście”. Pięknie, ale nie można zapominać, że Baden-Powell w swojej biografii ma także niezatarte piętno dziewiętnastowiecznego, brytyjskiego kolonizatora ludów Afryki. I nie jest to jedynie rysa na poprawności politycznej, w kategorii wiersza „Murzynek Bambo”, napisanego przez Juliana Tuwima 90 lat temu.
Warszawa, 25 lipca 2025 r.
PS 3. Koniec roku skłania wielu do zadawania sobie pytania o plany „na przyszłość”. Stąd i pytania niektórych znajomych o moje planowane wyprawy. Zanim odpowiem, najpierw „zamknę” 2025 rok. A nie okazał się on w tym względzie najlepszy. Plan był przedni – wyprawa na lodowiec Baltoro w pakistańskich górach Karakorum, z ewentualna przeprawą przez przełęcz Gondogoro. Projekt był odłożony w czasie, bo … przymiarki pojawiły się już w 2013 roku i… upadły po zamachu terrorystycznym w nocy z 22 na 23 czerwca na obóz wspinaczy, zwanym masakrą pod Nanga Parbat. Minęło kilkanaście lat i… przygotowania ruszyły ponownie. Uformowała się kilkunastoosobowa grupa, z kilkoma wspaniałymi postaciami z himalajskiego kręgu na czele. Cóż chcieć więcej. Trwało dopracowywanie programu, rezerwacje, bilety, wizy i… na początku maja 2025 roku wszystko zostało wstrzymane z powodu konfliktu indyjsko-pakistańskiego o sporny region. 9 maja otrzymałem @ o treści: … z wielką uwagą śledziłem wszystkie doniesienia płynące z Pakistanu. Sytuacja tam raczej nie zwija się, a rozwija w złym kierunku. Z uwagą przeczytałem zalecenia polskiego MSZ dotyczące podróży do zagrożonych rejonów. Szczególnie dotyczy to rejonów przyległych do Kaszmiru, ale też całej Karakoram Highway, którą mieliśmy wracać do Islamabadu. Zresztą, w przypadku podróży do kraju znajdującego się na liście negatywnej MSZ przestaje obowiązywać ubezpieczenie związane z ewentualną awaryjną ewakuacją z Pakistanu. Szansa na bezpieczną organizację tegorocznego wyjazdu są naprawdę małe. Znowu ten koszmarny Kaszmir. Konflikt, tak jak nagle się rozpętał, tak i szybko się zakończył. I dobrze, wszak to nuklearni przeciwnicy (warto wspomnieć, że to podobno jedna z wielu wojen zakończonych przez prezydenta D. Trumpa, chociaż Hindusi twierdzą, że o aktywności „gołąbka pokoju” w tej sprawie nic nie wiedzą). Przygotowania ruszyły ponownie, chociaż ich klimat był już inny. W połowie czerwca nagle dotarła do nas informacja, że w Tatrach Słowackich zginęła Krystyna Palmowska, która była jedną z ważnych uczestniczek projektu „Gasherbrumy po 50 latach”. W tym miejscu wypada wspomnieć, że autorka m.in. książki pt. „Zaklętym w górski kamień. Wypadki i tragedie złotej ery himalaizmu polskiego”, ukończyła studia i obroniła pracę doktorską na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej.

W tej sytuacji podjęta została decyzja – rezygnujemy z dalszych przygotowań do wyprawy. Kolejny raz plan „spalił na panewce”. C’est la vie.). A lodowiec wciąż się cofa…
31 grudnia 2025 r.
PS 4. Jak wiadomo, podróże kształcą. Oto ciekawostka…
Dość przypadkowo, w dość naukowej książce, w dość nieoczywistym miejscu (Hazardous Waste) znalazłem dość ciekawe zdjęcie, podpisane pustynna scena:
Wszystko wskazuje na to, że jest to zdjęcie pustyni Deadvlei w Namibii.
Pytanie – co autor chciał powiedzieć?
31 marca 2026 r.


